Koniec lat 80. XX wieku. Rewolucja wyobraźni


Marek Krajewski

Koniec lat 80. to nie tylko radykalna zmiana systemowa i początek transformacji, jak ładnie nazywają ten czas socjologowie, mając na myśli przeobrażanie się obiektywnego i subiektywnego świata Polaków we wszystkich jego wymiarach - od zmian mentalnych, wymiany przyzwyczajeń żywieniowych i standardów higienicznych poczynając, na radykalnej rewolucji instytucjonalnej kończąc. To również dwa inne procesy, o których, koncentrując się na politycznych, ideologicznych i gospodarczych wymiarach transformacji, zapominamy. Pierwszy związany jest z przemodelowaniem wyobraźni. Drugi - z odkryciem, że ludzie są różni i nie da się ich umieścić w ramach jednowymiarowej opozycji my-oni, która dotąd stanowiła fundament samookreślenia i źródło pomysłów na życie.

Przebudowa wyobraźni, a więc procesu odpowiedzialnego za wyznaczanie granicy tego, co jest możliwe i za  projektowanie przyszłości, miała swoje źródło zarówno w karnawale wolności początku lat 80., który ponownie wybuchł pod koniec dekady, jak i w protestacyjnych działaniach studentów, steatralizowaniu społecznego sprzeciwu oraz w podpięciu Polski do globalnych sieci produkcji i upowszechniania nieobecnych dotąd marzeń.  Mediami tego podłączenia byli przede wszystkim kapitaliści z przymusu, krążący po bazarach Europy i Azji. Ich ruch napędzał hiperwysoki kurs dolara, skorumpowani celnicy i niskie zarobki, gdyż wielokrotność tych zarobków można było uzyskać dzięki kilkudniowej przemianie w żywą protezę gospodarki niedoboru.  Handlarze, reprezentujący każdą możliwą grupę społeczną, przywozili nie tylko proszek do prania, bawełniane bluzki, marmurkowe dżinsy i wzorzyste swetry, czy sprzęt RTV, ale również wolnorynkową ideologię i przekonanie, iż można zmienić swoje życie z dnia na dzień, wystarczy tylko nieco pomysłowości i sprytu. Pokusa zarobienia w kilka miesięcy tylu pieniędzy, by kupić własne mieszkanie, gdy zwykle czekało się na nie kilka dekad, sprawiała, że znikały różnice systemów wartości poszczególnych grup społecznych i charakterystyczny dla nich etos, a radykalnemu przeobrażeniu ulegała wyobraźnia. Wszystko wydawało się możliwe, i nie chodziło tylko o to, że kapitalizm, dobrobyt, zachodnie standardy konsumpcyjnej normalności, zaczęły wydawać się realne, ale przede wszystkim o to, że jednostki uwierzyły, iż są w stanie sprawować kontrolę nad swoim losem, wpływać nań i go kształtować zgodnie ze swoją wolą. I choć większość ówczesnych marzeń krążyła wokół tego, co można nazwać egzystencjalną normalnością według zachodnich standardów (bezpieczeństwo materialne i konsumpcja na wyższym od socjalistycznego poziomie), to wejście w ich posiadanie i wiara w możliwość  ich urzeczywistnienia, było tożsame z radykalną przebudową poznawczych narzędzi dostępnych Polakom. Zmiana ta była radykalną transformacją mechanizmów społecznej świadomości. To ona właśnie, spowodowała, iż wyobraźnia przestała mieć swoje granice, że wszystko wydawało się być możliwe i zależne od jednostki, to w niej również swoje źródło ma poczucie wykluczenia, marginalizacji, „nieudacznictwa” tych, którzy tego nowego doświadczenia nie wykorzystali.
Drugim medium podpięcia pod globalne systemy produkcji i upowszechniania marzeń w latach 80. były nowoczesne techniczne środki komunikowania, zwłaszcza magnetowidy i anteny satelitarne. Możemy  zaryzykować tezę, iż to one właśnie, a nie samizdatowi prasa i zachodnie stacje radiowe, były odpowiedzialne za wypełnienie wyobraźni Polaków nowymi typami reprezentacji. Typami, których odmienność od socjalistycznej rzeczywistości, popychała do zmiany. Zmianom, dokonującym się w naszym kraju, towarzyszyła gwałtowana rewolucja medialna w świecie rozwiniętego kapitalizmu. Jej owoce, takie jak CNN, MTV, telewizja satelitarna, magnetowidy, odtwarzacze CD, walkmany, sprawiły, iż informacje, a szczególnie obrazy, zaczęły krążyć swobodniej, niż dotąd, w sposób nie limitowany przez granice polityczne i ideologiczne. Za ich sprawą ziściły się proroctwa Davida Riesmana, który w 1951 roku, w tekście „Nylon war”, proponował zbombardowanie ZSRR ładunkami wypełnionymi nylonowymi pończochami po to, by rozbudzając potrzeby konsumpcyjne Rosjan, doprowadzić do upadku sowieckiego systemu. W końcu lat 80. pończochy zostały zastąpione przez wideokasety z Conanami i Rambo, przez lody na patyku i bawarskie filmy pornograficzne, a na ekranach telewizorów pojawiły się Sabrina, CC Catch, Modern Talking, gwiazdy Italo disco, break-dance i aerobic. Poza tym pojawiły się ilustracje zwykłego życia ludzi zachodniego świata, ludzi z problemami tak odmiennymi od tych, które były udziałem Polaków.   Nasycenie przestrzeni wizualnej niespotykaną dotąd liczbą obrazów stamtąd pociągało za sobą przebudowę oferty kulturowej rodzimych mediów. W kinach pojawiły się filmy, zawierające odważne sceny erotyczne (Tabu, Łuk Erosa, Widziadło, Medium), a telewizja próbowała konkurować z magnetowidami i telewizją satelitarną pierwszą polską operą mydlaną (W labiryncie), wieczornymi seansami soft-porno (Różowa seria) oraz programami, prezentującymi zachodnie teledyski (Jarmark). Nowe doświadczenia medialne przebudowywały gusta Polaków, określające, co jest dobrą rozrywką, muzyką, filmem, zarażały też wyobraźnię, produkując nowe standardy normalności, związane z ubiorem, fryzurami, wyglądem mieszkań, pojazdów, relacji międzyludzkich. One właśnie sprawiały, iż jak nigdy przedtem luka pomiędzy tym, jak jest a być może, stawała się wyraźna, obiektywna i zauważalna. Rozległość tego pęknięcia była tak wielka, że nikt już się nie łudził, że można ją zasypać przez substytucyjną konsumpcję opartą o zasoby realno- socjalistycznego systemu. Jej istnienie i naoczność dawały tym samym podstawy dla pewności, iż radykalna zmiana tego ostatniego jest nie tylko możliwa, ale też konieczna. Trudno nam sobie dziś wyobrazić, jak doniosłe było to nowe doświadczenie medialne, jak istotną rolę miało ono dla świadomości Polaków, jak bardzo odpolityczniona i często pozbawiona wartości zachodnia popkultura, która wdarła się do naszych mieszkań, przeobraziła podstawy, warunkujące tryb adaptowania się do rzeczywistości, traktowany jako normalny i obowiązujący. Dysonans pomiędzy światem, w którym wciąż obowiązywały kartki na mięso i talony na benzynę, w którym zaspokojenie najbardziej podstawowych potrzeb wymagało dokonywania codziennych cudów, a barwną rzeczywistością, której podstawową cechą była obfitość (jedzenia, ubrań, dźwięków, zapachów, cielesności, seksualności), z konieczności pociągał za sobą zmianę na bardzo podstawowym poziomie, a rewolucja nie dokonywała się na ulicy i przy okrągłym stole, czy podczas telewizyjnych debat pomiędzy przywódcami związkowymi (Miodowicz-Wałęsa), ale na poziomie podstawowych narzędzi poznawczych, pozostających w dyspozycji jednostki.

Druga połowa lat 80. to okres, w którym przestaliśmy się opisywać przez proste dychotomie w rodzaju: wschód - zachód, blok wschodni - blok zachodni, ZSRR - USA, komunizm - kapitalizm, bo po raz pierwszy świat, a wraz z nim my również, doświadczył życia, w tym, co potem Ulrich Beck i inni, nazwali globalnym społeczeństwem ryzyka. Wybuch elektrowni atomowej w Czarnobylu, pandemia AIDS, katastrofy ekologiczne, narkomania stanowiły zagrożenia nieporównywalne ze znanymi nam wcześniej, takimi, jak np. konflikt jądrowy, bo chociaż ich potencjalne skutki były podobne, to w przypadku tych ostatnich łatwo było nam wskazać winnych, a więc też planować działania, mające im zapobiec. Te nowe zagrożenia, jakie wprowadziły do naszej świadomości media, wywoływały lęk, ale też oferowały nową definicję świata, który można nazwać naszym. Nie był on już określony przez miejsce zamieszkania, czy granice geopolityczne, lecz poprzez zasięg nowych zagrożeń. Był więc, ze względu na charakter tych ostatnich, światem globalnym.
Lęk leczył Polaków z prowincjonalizmu, wymuszał na nich wyobrażenie siebie jako obywateli rzeczywistości pozbawionej granic, jednostek, dla których przynależność narodowa, ideologiczna stanowią tylko jeden z wymiarów tożsamości, ale jej nie wyczerpują. Ten nowy wymiar samookreślenia nie powodował jednak ujednolicenia społeczeństwa, ponieważ pojawienie się nowych problemów wywoływało skrajnie różne reakcje. Z jednej strony przyniosło narodziny nowych społecznych ruchów, walczących z zagrożeniami ekologicznymi (zablokowanie budowy elektrowni atomowych w Żarnowcu i Klempiczu), narkomanią (Monar i Młodzieżowy Ruch Czystych Serc Marka Kotańskiego), czy z duchową pustką (nowe ruchy religijne). Z drugiej – ożywiło skrajnie prawicowe, faszyzujące organizacje, wywołało ataki na domy Markotu, czy wyłoniło ultrakatolicki fundamentalizm (u podstaw tych zjawisk leżało przekonanie, że trzeba bronić tego, co nasze przed tym, co kulturowo, religijnie i estetycznie obce). 

To ostatnie było o tyle istotne, że wiąże się ze wspomnianym procesem odkrywania przez Polaków różnic we własnym gronie. System realnego socjalizmu skrajnie uczytelnił strukturę społeczną (oficjalnie istniały trzy istotne kategorie społeczne: robotnicy, chłopi i inteligencja oraz kilka innych, które starano się usilnie wyeliminować: prywaciarze, bumelanci, spekulanci itd.), spolaryzował światopoglądowo społeczeństwo (które zmuszono do opisywania się w oparciu o prosty i nie znoszący sprzeciwu podział na tych, co z nami i tych, którzy przeciwko nam), wyeliminował religijną różnorodność (na rzecz laicyzacji i ograniczonej tolerancji dla katolicyzmu), ujednolicił style życia (przede wszystkim przez homogeniczną ofertę rynkową o skrajnie fordystycznym charakterze, zagospodarowanie czasu wolnego przez zbiorowe rozrywki i monokulturę medialną), zbudował enklawy wszelkich odmienności kulturowych. Efektem wszystkich tych działań było wyprodukowanie homogenicznego społeczeństwa, swoistej monokultury, w której co prawda istniały odmienności, ale miały one charakter enklawowy i budziły reakcje  podobne do tych, które znamy z opisów pierwszych europejskich podróżników, napotykających na swej drodze Innych, a więc zaciekawienie powiązane z chęcią uczynienia Innych podobnymi do nas. Do tych, którzy reprezentują jedyną możliwą do wyobrażenia kulturę.
Pierwszymi fenomenami, które nie wpisywały się w ten prosty i przejrzysty świat, i zaprzeczały zasadom, na których się on opierał, były niewątpliwie ruchy subkulturowe. Ich eksplozja towarzyszyła rockowemu boomowi lat 80. W przestrzeni publicznej pojawili się dziwnie wyglądający i zachowujący się młodzi ludzie, zaś masowość tego zjawiska powodowała, iż trudno było ich potraktować jak wcześniejsze subkultury, czyli w kategoriach niszowej dewiacji, na którą chorują nieliczni i którą trzeba uleczyć. Ci ludzie stanowili coraz bardziej swojski i normalny element miejskiego krajobrazu. Nieliczne próby egzotyzacji ruchów subkulturowych, podobne w swojej estetyce do pamiętnych materiałów z Polskich Kronik Filmowych, opisujących  narodziny jazzu i big-beatu,  nie dały się utrzymać, bo te nowe ruchy były zbyt liczne i wszechobecne, zaś ich reprezentacje bardzo szybko przeniknęły do popkulturowego mainstreamu. Swoista forpoczta kulturowej różnorodności, początkowo sama homogeniczna, bardzo szybko podlegała wewnętrznej dyferencjacji, dzieląc się na wrogie sobie plemiona i odzwierciedlając światopoglądowe odrębności w łonie samej młodzieży. To ona odpowiedzialna była również za uprawomocnienie indywidualizmu  jako możliwej i pożądanej wartości. Bardzo istotnym elementem ruchów subkulturowych stało się wprowadzenie do powszechnie używanego słownika takich kategorii, jak: „bycie sobą”, niezależność, nonkonformizm, a także nasycenie pola percepcji wizualnymi dowodami na to, że jednostki są różne. Subkulturowy strój, specyficzny sposób poruszania się, używki i zachowania, nie mieszczące się w dozwolonych ramach działania w przestrzeni publicznej, stanowiły rewolucję dla oka, a zarazem odnosiły się do przemian dużo głębszych – do poróżnienia społeczeństwa. Koniec lat 80. był więc pierwszym momentem w powojennej historii Polski, w którym ulica stała się tak oficjalnym miejscem autoekspresji i wyrażania siebie, zaś jej ówczesna teatralność była nie tylko skutkiem barwności subkultur, ale też ówczesnej mody. Mody pełnej przesady i kiczu, asymetryczności, wzburzonych tapirem fryzur, plastikowej biżuterii, kolorowych marynarek, marmurkowych dżinsów, wzorzystych getrów i obszernych szarawarów. Wszystkie te elementy, skontrastowane z dominującą wokół szarością, zwiastowały nowe i podpowiadały, iż nie jesteśmy już tożsami, ale skrajnie różni i nie da się tego faktu zignorować, odwracając głowę.

Podobny efekt do subkulturowych przedstawień dały pojawiające się jak grzyby do deszczu, nowe przynajmniej w polskim kontekście ruchy religijne – od tych powszechnie akceptowanych, jak buddyzm czy Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kryszny, po egzotyczne, międzynarodowe i lokalne sekty. W kraju, w którym katolicyzm był traktowany jako patriotyczny obowiązek, a chodzenie do kościoła utożsamiano z walką z systemem, te nowe formy duchowej samorealizacji, budziły dużo większy niepokój niż ekscentryczne stroje i zachowania zbuntowanej młodzieży, bo uderzały w twardy rdzeń polskiej tożsamości. Te nowe ruchy religijne, podobnie jak subkultury, stanowiły dowód na wewnętrzne zróżnicowanie społeczeństwa, i – jako nowy wróg, zastępujący coraz bardziej miękką komunę – stawały się podstawą mobilizacji dla katolickich aktywistów, zmuszając ich do utwardzenia przekonań i ich otwartego manifestowania w przestrzeni publicznej. Procesy te powodowały pojawianie się nowych linii podziału w życiu społecznym, sprawiały, iż na dotychczasowe konflikty społeczne nakładały się nowe, dotąd nieznane. Gdy wyparowywała jedna partia i jeden przywódca,  coraz słabsza stawała się też pewność, w co i jak należy wierzyć, i to nawet u tych, którzy wcześniej walczyli o swobodę religijnej ekspresji, utożsamiając ją z prawem chodzenia do katolickiego kościoła.

Różnicowaniu w końcu lat 80. ulegała również przestrzeń ideologiczna i polityczna. Oczywiście obie dominujące dotąd strony politycznego sporu, ta partyjna i ta opozycyjna, były poprzecinane wielowymiarowymi sporami co do fundamentalnych wartości. Jednak w obliczu generalnej konfrontacji początku lat 80., każda z nich przemawiała dosyć jednorodnym głosem. To dopiero koniec lat 80. spowodował, iż pęknięcia w obrębie każdego z biegunów stały się widoczne, zaś te, które pojawiły się po stronie opozycyjnej, do dziś przecinają polską przestrzeń publiczną. Do tych najważniejszych spornych kwestii należały (i należą) takie aspekty, jak: stosunek wobec komunizmu, religii i narodu, dopuszczalny zakresu obywatelskiej wolności i swobody samorealizacji, postawy wobec modernizacji i liberalizmu, a także wobec pożądanego modelu demokracji. Rynek dostępnych ideologii w końcu lat 80. został więc nie tylko znaczenie poszerzony przez coraz bardziej otwarcie manifestowane postawy antykomunistyczne, ale też ogromnie zróżnicowany przez spory pomiędzy tymi, którzy je wyrażali i praktykowali. Ta dyferencjacja  pogłębiła się jeszcze za sprawą nowych ruchów społecznych, które z niewielkim opóźnieniem do tych zachodnich, pojawiały się również w Polsce. Należał do nich przede wszystkim ruch pacyfistyczny (reprezentowany najpełniej przez Wolność i Pokój walczący o zniesienie obowiązku odbywania obowiązkowej służby wojskowej w ukochanej przez naród armii), ruch ekologiczny, antyaborcyjny oraz ruchy, które można nazwać po prostu wolnościowymi, walczące o swobodę autoekspresji i tworzenia (jak Pomarańczowa Alternatywa czy Totart). Zjawisko światopoglądowej pluralizacji było istotne ze względu na to, że w nim najpełniej widoczna stawała się różnorodność Polaków, i dlatego, że wyzwalało ono ogromną społeczną energię, która znajdowała ujście w sporach, manifestacjach, działalności wydawniczej, obywatelskiej i artystycznej. Mam wrażenie, że już nigdy potem, zwłaszcza młodzi ludzie, nie byli tak obywatelsko aktywni jak w końcu lat 80. Nigdy potem nie było bowiem paradoksalnie tyle przestrzeni wolności, co wówczas. Paradoksalnie, bo nie można było wówczas jeszcze wszystkiego powiedzieć (represyjny aparat policyjny i cenzura nadal działał, brakowało wciąż otwartego dostępu do mediów). Ale istniało powszechne przekonanie, że wszystko jest możliwe i wszystko jest w naszych rękach. Jego źródłem było, z jednej strony,  wspominane wyżej,  zarażenie wyobraźni świadomością, iż mamy wpływ na swój los, z drugiej zaś napotykane na każdym kroku dowody na to, że komunizm jest już tylko atrapą i to nieudolnie przytwierdzoną do rzeczywistości, a więc z konieczności i za chwilę runie.  Wszyscy wiedzieli, iż tak, jak dawniej, dalej być nie może, zaś aktywność pobudzała świadomość, iż już jest jutro, że forma tego co się wyłoni, gdy opadanie kurz po upadającym socjalistycznym świecie, określana jest tu i teraz.
Polskie społeczeństwo w końcu lat 80. zaczęło różnicować się również strukturalnie. Podstawowymi czynnikami tego procesu nie były tradycyjne wyznaczniki położenia klasowego; z jednej strony - raczej spryt i przedsiębiorczość, z drugiej - przynależność do partyjnych elit. Zmiana systemowa w Polsce miała więc paradoksalny charakter, ponieważ premiowała tych, którzy posiadali najbardziej pożądane przez kapitalizm przymioty, i jednocześnie relacje, które sprawiały, iż realizacja amerykańskiego mitu “od pucybuta do milionera” dostępna była tylko dla tych już uprzywilejowanych. Obie strony wykorzystywały jednak dla swoich potrzeb stan zawieszenia pomiędzy systemem realnego socjalizmu, który dogorywał, a systemem kapitalizmu, który dopiero się rodził, stan, w którym znajdowała się Polska w końcu lat 90. Ten czas niczyj, do wykorzystania przez każdego, zrodził ogromne nierówności społeczne. Uprzywilejował tych, którzy posiadali dostęp do informacji, którzy byli w stanie włączyć się w sieci, owocujące szybkimi fortunami i równie błyskawicznym awansem w społecznych hierarchiach. Ten heroiczny okres polskiego kapitalizmu, znaczony jest legendami fortun Aleksandra Gawronika i Art-B, sukcesami firm polonijnych i nomenklaturowych spółek, znalazł swoje odzwierciedlenie w wielu obrazach filmowych, najczęściej o prześmiewczym charakterze, choć dobrze dokumentujących ówczesne reguły gry o pieniądze (mam tu na myśli filmy: Kapitał, czyli jak zrobić pieniądze w Polsce, Piłkarski Poker, Wielka wsypa, czy późniejsze Młode wilki, Amok, Billboard, Nie ma zmiłuj, Pierwszy milion i wiele innych). Za wielkimi, mitycznymi fortunami, zdobywanymi z dnia na dzień, szła ostentacyjna konsumpcja, której nie był w stanie obsłużyć ówczesny rynek. Zaowocowało to ogromnymi niespójnościami w stylach życia, obśmiewanymi do dziś przez figury mokasynów i białych skarpetek, koniaku pitego tak, jak pije się wódkę, domów, przypominających pałace arabskich szejków, zamiłowania do dekoracyjności i malarstwa patriotycznego, saszetek wypchanych pieniędzmi i nowobogackich manier.

Protokapitalistyczna rewolucja unicestwiła więc to, co można by nazwać wspólnotą doświadczeń i losów, wyrażającą się w podobnym stopniu udręczenia społeczeństwa przez gospodarkę niedoborów. Rewolucja ta, podobna w swoich skutkach do ruchów tektonicznych, towarzyszących formowaniu się Ziemi, ukształtowała na nowo społeczną strukturę w sposób bardzo gwałtowny. Z dnia na dzień skonstruowała nowe podziały społeczne, jednych windując  tak bardzo wysoko, że przerastało to ich najśmielsze i najbardziej nierealistyczne marzenia, innych równie silnie degradując. Czy przypadkowo więc właśnie w 1988 r. powstał Dekalog Kieślowskiego? Czy seria ta, z jednej strony przypominająca dziesięć przykazań, a z drugiej problematyzująca je, nie może zostać potraktowana jako doskonała metafora, gwałtownego załamywania się porządku społecznego, któremu towarzyszy pamięć o tym, jak było i obrazy-obietnice tego, co może się stać? Ładu, w którym nie da się już działania opierać na przyzwyczajeniu i nawyku, ponieważ trzeba go zbudować od podstaw? Koniec lat 80., to społeczna katastrofa, całkowicie przeobrażająca społeczne struktury, katastrofa, do której musiało dojść i która okazała się wyzwalająca, ale też niosąca za sobą nowe formy niesprawiedliwości i nowe rodzaje zniewoleń. Kataklizm, który przyniósł wolność, a wraz nią –  poróżnienie społeczeństwa.

Koniec lat 80. to niewątpliwie czas społecznej anomii, ale też formowania się nowych wartości, czas instytucjonalnego chaosu, ale też konstruowania zupełnie nowych form regulacji, czas załamywania się porządku, ale też czas kreatywnej destrukcji. W takim czasie najważniejszym środkiem przystosowania staje się wyobraźnia. To ona sprawia, że –  jak powie Appadurai – ludzie „(…)nie patrzą już na swoje życie jak na rezultat ustalonego porządku rzeczy, ale widzą w nim często ironiczny kompromis pomiędzy tym, co potrafią sobie wyobrazić, a tym, na co pozwala życie społeczne”. Ponieważ to ostatnie w końcu lat 80., jak powiedzieliśmy wyżej, nie zezwalało na wszystko, ale podpowiadało też, iż wszystko być może, to ludzkie losy, a wraz z nimi kształt społecznego systemu, zależały od stopnia transgresyjności wyobraźni, od tego, jak bardzo ufano w sprawczą i performatywną siłę fantazji. Rewolucja wyobraźni polegała więc przede wszystkim na powszechnej wierze w to, co nierealne,  w to, iż marzenia mogą stać się rzeczywistością.

Marek Krajewski
---

Marek Krajewski - socjolog; profesor UAM, pracownik Instytutu Socjologii UAM w Poznaniu. Autor książek: "Kultury kultury popularnej" (2003, 2006) oraz "POPamiętanie" (2006) oraz licznych artykułów poświęconych sztuce publicznej, kulturze popularnej, mediom oraz społecznym aspektom dóbr materialnych; kurator licznych wystaw, pomysłodawca i koordynator projektów: Zewnętrzna Galeria AMS (1997-2003) i Niewidzialne miasto (www.niewidzialnemiasto.pl).



Copyright © 2009 Mariusz Forecki,  Trojka Design                        Projekt współfinansowany przez Samorząd Województwa Wielkopolskiego

`